Subiektywne info

mój punkt widzenia – swoisty tygiel muzyczno-fotograficzno-kulinarno-komputerowy :P

01 2010

Uciec… into the wild

Into the wildFilm nie nowy, ale dopiero przed kilkoma dniami udało mi się po niego sięgnąć.

Jak w kilku słowach opisać opowiedzianą w nim historię? To opowieść o absolwencie college’u, który zbuntował się przeciwko konwenansom, pogoni za pieniądzem, stale kłócącym się rodzicom i postanowił na własną rękę dotrzeć na Alaskę, żeby … no właśnie – odpocząć od codzienności? sprawdzić się? Naładować ‘baterie’ przed zbliżającymi się wyzwaniami? a może – z wszystkich wymienionych powodów po trochu…

Film nietypowy (kino drogi? :) ), zapadający w pamięć.

Że dłużyzny? Jakoś nie przeszkadzają.

Że brak akcji? Nie każdy film musi powstawać wg sztampy – super bohater i jego przecudnej urody kobieta w niebezpieczeństwie ;)

Że nie zaczyna się zdania od ‘że’? Przepraszam, mea culpa :P

No i ta muzyka Eddiego Veddera (dla niewtajemniczonych – wokalisty Pearl Jam) w tle – palce lizać. Rzadko zdarza mi się kupować płyty z tzw. OST, ale po tą poleciałem prędko. Polecam :)


One Response to “Uciec… into the wild”

  1. A dla mnie ten film był raczej o próbie znalezienia… siebie. Znalezienia tego, co dla Ciebie w życiu wazne. I wbrew pozorom zupełnie nie dlatego żeby odpocząć czy uciec ok czegokolwiek :)

Leave a Reply

« »